30 listopada 2016

JAK ODBUDOWAŁAM SWOJE PAZNOKCIE PO ŻELACH?

Witajcie Kochani! A raczej Kochane ;), bo wpis kieruję dziś głównie do kobiet. Chciałabym Wam dziś pokazać jak odbudowałam swoje paznokcie po 3 latach noszenia głównie żeli na pazurkach. Gdyby to była sama hybryda, na pewno nie byłyby takie jak jeszcze na początku października. Pod żelem niestety nasze naturalne paznokcie się osłabiają, nawet jeśli są prawidłowo założone i zdjęte. 
Długo szukałam odżywki idealnej. Manicure japoński odpadał, bo nie można wykonywać go od razu po zdjęciu sztucznych paznokci. Wszystkie odżywki z formaldehydem w składzie również mogły pogorszyć (o zgrozo, onycholiza i te sprawy!). Trzymajcie odżywki typu Eveline 8w1 daleko, bo mogą wyrządzić więcej szkody niż pożytku...
Szukałam, szukałam, aż znalazłam. Pani Agnieszka ze sklepu bodyland.pl doradziła mi odpowiedni preparat do moich paznokci. Ostatecznie skończyło się na odżywce Herome (efekt po 21 dniach). Inna byłaby za silna do stanu, który towarzyszył mojej płytce. 
Poniżej możecie zobaczyć stan moich paznokci przed... i po kuracji z nałożoną odżywką :) Co odrosły, to skracałam, dlatego wydaje się, że przez te trzy tygodnie mało odrosły ;) Stan skórek i dłoni również się poprawił (ale o tym w przyszłym poście ;)). Co sądzicie? 
Myślę, że warto zainwestować w dobry preparat, który naprawdę poprawi stan naszych paznokci - staną się twardsze, nabiorą koloru i 'odbudują się'. Polecam z czystym sumieniem!

29 listopada 2016

PEELINGI CUKROWE BARWA HARMONII / DETOKS & ODŻYWIANIE

Witajcie Kochani! Jak wiadomo jesień bywa przygnębiająca. Co innego, gdy świeci słońce i mamy typową, polską złotą jesień, a co innego, gdy za oknem szaro, buro i ponuro. Wtedy najlepiej dostarczać organizmowi dużą dawkę witamin w postaci warzyw i owoców, ale nie należy zapominać również o naszej skórze, która z braku promieni słonecznych jest 'zmęczona'.
W moje ręce trafiły dwa kosmetyki, mianowicie peelingi cukrowe. Jeden z nich cukrowy, drugi detoksykujący. Przyznam szczerze, że moim peelingiem do ciała 'must have' był dotychczas peeling kawowy i przebił on wszystkie inne, jednak wanna czy prysznic wyglądały dzięki niemu... (i tu można sobie dokończyć ;)). Zdecydowałam się pokazać oba produkty w jednym wpisie, ponieważ mają podobny skład i zastosowanie.
Zarówno peeling odżywczy, jak i detoksykacyjny zawierają olej bawełniany, olej słonecznikowy, masło shea, witaminy A oraz E, antyoksydanty. Podsumowując - same najlepsze dla naszej skóry składniki. Przepięknie pachną! Zapach długo utrzymuje się w łazience :) Jest to najlepszy sposób na relaks podczas jesiennych wieczorów. Drobinki nie rozpuszczają się szybko w wodzie, dzięki czemu można dobrze złuszczyć naskórek i masować ciało. Co najważniejsze! Po kąpieli nie trzeba używać balsamu jak to zwykle bywa przy peelingach.
Peeling cukrowy wzbogacony jest o ekstrakt z syropu klonowego, więc można sobie wyobrazić jak intensywnie pachnie słodyczami :) Ma za zadanie dostarczyć nam mnóstwo witamin i tak właśnie się dzieje.
Peeling detoksykujący poza składnikami wymienionymi powyżej, zawiera również ekstrakt z bambusa i trzciny cukrowej. Silnie oczyszcza!
Wybór peelingu zależy tylko i wyłącznie od humoru i zapachu. Nie umiem wybrać jednego. Przekonajcie się sami :) Produkty możecie zobaczyć na www.barwa.com.pl

21 listopada 2016

MAKIJAŻOWE HITY / SLEEK, REVLON & HAKURO H51

Witam Was moi kochani obserwatorzy. Ufff... Ciężko coś napisać po takiej długiej przerwie. W ciągu tych 3 miesięcy sporo się wydarzyło. Nawet nie wiem, kiedy to minęło i nie wiem, jak mogłam tu nie pisać. Przecież mój blog od kilku lat odgrywał kluczową rolę w moim życiu!
Co u mnie nowego? Przeprowadziłam się znów do Warszawy po wakacjach. Wrzesień nie był dla mnie miesiącem lenistwa. Pracowałam tak samo ciężko jak w wakacje. Wczoraj minął dokładnie rok, odkąd robię paznokcie. Kto wie, może kiedyś... ;)
Miałam napisać już miesiąc temu, ale momentalnie pogorszyło mi się ze zdrowiem. Plecy, serce, mnóstwo leków, zastrzyki, elektroterapia. Przez ostatnie trzy tygodnie chodziłam zmęczona, wkurzona i ospała. I chyba odczuli to wszyscy moi bliscy. Teraz już się przyzwyczaiłam i jakoś to jest. Naprawdę uświadomiłam sobie jak zdrowie jest ważne i jak bardzo trzeba o nie dbać, żeby leki były tylko w najgorszym wypadku :(
Koniec ze smutnymi rzeczami. Przejdźmy do pozytywów! Czeka na Was mnóstwo postów. Proszę, przypilnujcie mnie, żebym była taka systematyczna jak kiedyś i nawet po kolejnej dawce leków, śpiąca, napisała tutaj ;) W dzisiejszym wpisie chcę Wam pokazać trzy produkty do makijażu, które stały się hitami w mojej kosmetyczce (zaraz po kamuflażu z Catrice;)).
Moja skóra przez to wszystko stała się ostatnio bardzo przesuszona i po prostu brzydka. Podkład odstawiłam półtora roku temu, cieni używam sporadycznie, odkąd noszę przedłużane rzęsy. Jednak musiałam usunąć oznaki zmęczenia (nawet rozświetlacz i korektor już nie pomagały!). I w ten oto sposób mam dla Was recenzję!
Szykując ten wpis, ułożyłam taką scenerię;) ponieważ właśnie z tym kojarzą mi się te trzy kosmetyki. Z czekoladą, kawą, kakao. Są ciepłe, słodkie i przyjemne. Na pierwszy rzut idzie paletka Sleeka Au Naturel. Chorowałam na nią dość długo, chociaż nie należy do najdroższych. Jakoś nigdy nie było okazji, żeby ją zakupić, aż w końcu się przełamałam. Jako, że to moja pierwsza paletka Sleek, wybrałąm neutralne i podstawowe odcienie, które będą mogły służyć mi na co dzień. Jeśli chodzi o cechy, które w niej kocham to...
♥ bardzo fajne zestawienie kolorystyczne cieni
♥ dobra pigmentacja
♥ lusterko ułatwiające malowanie
♥ brązowe cienie nadają się również do brwi
♥ przyzwoita trwałość (używałam pod cienie korektora)
♥ atrakcyjna cena
♥ przyjemnie pachną
♥ nie rolują się.

Niestety, doszukałam się też kilku wad. 
- zdjęcia w drogeriach internetowych bardzo przekłamują kolory (chociaż po zobaczeniu na żywo, nie zawiodłam się na szczęście)
- ciemne kolory obsypują się (wystarczy przed aplikacją cieni strzepać nadmiar z pędzelka)
- opakowanie ciężko się otwiera

Zawsze dochodzę do wniosku, że jeśli produkt ma więcej zalet niż wad, jest godny polecenia, albo chociaż zwrócenia na niego uwagi. W tym przypadku bardzo Wam polecam paletkę Sleeka, jeśli szukacie czegoś na co dzień :)
Na drugi ogień idą podkład i pędzel mojej ulubionej firmy Hakuro. Może nie jestem odkrywcą, bo założę się, że większość z Was posiada ten podkład albo chociaż raz się na niego natknęła przy okazji promocji w Rossmanie. W końcu i ja postanowiłąm spróbować.
Do zalet zdecydowanie zaliczę poniższe rzeczy:
♥ dobrze kryje
♥ dobra aplikacja (wersja z pompką)
♥ ładnie się go rozprowadza pędzlem
♥ wydajny
♥ cieniutka warstwa wystarcza (jedno naciśnięcie pompki)
♥ nie tworzy efektu maski
♥ długo trzymał się na mojej skórze, pomimo tłustej cery
♥ idealny kompan pudru Stay Matte
♥ dobrze ukrywa przebarwienia
♥ nie wysusza (ale ja i tak zawsze używam kremu nawilżająco-matującego)
♥ neutralny zapach

- podkreśla suche skórki
- oczekiwałam lepszego wygładzenia, ale być może z bazą pod podkład lepiej by sobie poradził
- minusem jest cena, warto go dorwać w drogeriach na przeceneach lub przez internet
- jak dla mnie, nie sprawdzi się na co dzień, jest dla mnie zbyt ciężki, ale to może tylko moje odczucie - w końcu nie używałam podkładu baaaardzo długi czas
- ciężko dobrać odcień

Jeśli chodzi o pędzel - WOW! Nie zastanawiajcie się. Jest cudowny :) Nie myślałam, że można zakochać się w pędzlu do podkładu, a tu proszę ;) Za co go uwielbiam?
♥ nie tworzy smug i plam
♥ podkład nim rozprowadzony dłużej się utrzymuje
♥ jest zbity i gęsty, a mimo tego mięciutki
♥ jest poręczny
♥ dzięki metodzie stemplowania, podkład w parze z Hakuro h51 pięknie wtapia się w skórę - wygląda delikatnie i nie używamy przez to zbyt wiele produktu
♥ cena w stosunku do jakości
♥ nie odkształca się

- trzeba go zwilżać przed użyciem podkładu, by nie chłonął produktu
- ciężko się go myje
- długo schnie
- ciężko dostać go stacjonarnie.

Dla tych wad jestem w stanie kochać go bardzo długo :) Powyższe produkty kupiłam na stronie hairstore.pl. Często trafiają się tam promocje, dlatego akurat tam skusiłam się na zakup. Wszystko wyniosło mnie 100 zł. Kosmetyki te świetnie sprawdzą się również na prezent. W końcu święta coraz bliżej :) Makijaż tymi produktami możecie zobaczyć na pierwszym zdjęciu. 

Za wytrwałość w czytaniu dziękuję :) Życzę wszystkim miłej nocy, dobranoc!

18 sierpnia 2016

KAMIZELKA I BLUZKA W STYLU BOHO

Czasami tak długo zastanawiam się, od czego zacząć, bo zawsze zaczyna się najtrudniej. Przeważnie posty piszę w nocy albo gdy jestem już bardzo zmęczona. I nigdy nie piszę tego, co bym chciała napisać - jak kiedyś. Jednak to, co publikuje się w internecie ma w obecnych czasach bardzo duże znaczenie. Jedno niewłaściwe słowo, jedno niewłaściwe zdjęcie, coś źle odebrane przez czytelników i jest się na językach wszystkich twoich obserwatorów, również tych mniej życzliwych. Kilka lat temu, gdy zaczynałam pisać na blogu, pisałam wszystko, co chciałam, wszystkim się dzieliłam i przelewałam na tekst na komputerze. Niestety, ludzie bardzo często zamiast cieszyć się ze szczęścia innych i być zmotywowanym do robienia wielkich rzeczy, pokazywali swoją życzliwość. Wiele razy byli to znajomi, którzy rozmawiali z Tobą, żartowali, byli uprzejmi, a za plecami  tworzyli o tobie nieskończony łańcuch plotek. Cieszę się, że odcięłam się od nich całkowicie - nawet niedawno, przez ostatni rok. To takie niewielkie przemyślenia związane z moim kilkuletnim prowadzeniem bloga i nadchodzącym rokiem akademickim :) Może lekko chaotyczne, ale myślę, że zrozumieliście;)
Nawiązując do dzisiejszego wpisu, mam nadzieję, że będzie jeszcze pogoda na takie zestawienia. Połączyłam ze sobą trzy nieco inne elementy, które w ciekawy sposób się ze sobą zgrały. Narzutka i bluzka to prawdziwe perełki! Wyglądają trochę jak komplet ;) Do nich już dawno zapomniane przeze mnie spodenki z pięknie wykończonymi nogawkami i ulubione balerinki. Jak Wam się podoba?

kamizelka, bluzka MOOSHI | spodenki NN | bransoletka i charmsy SOUFEEL |
torebka KIABI | baleriny CZASNABUTY